Dalekie kraje
Sankaber – Geech

Sankaber – Geech

Po śniadaniu i zapakowaniu bagaży ruszamy w drogę. Workie prowadzi nas ścieżką wzdłuż skaju przepaści. Dopisuje nam piękna pogoda. Czuć żar afrykańskiego słońca, jednak nie jest aż tak bardzo gorąco. Przekroczyliśmy wysokość 3000 m. npm, dzięki czemu temperatura nie jest tak wysoka, jak niżej.
Dookoła nas hasają stada dzelad. Można spokojne zatrzymać się i zrobić kilka fajnych zdjęć. Samce prezentują się dużo bardziej okazale niż samice. Samce są dużo większe i mają długie, piękne futro oraz okazałe grzywy. W przerwach pomiędzy skubaniem trawy do jedzenia, wzajemnym iskaniem i seksem lubią sobie usiąść i pokazywać się całemu światu, jakie to są piękne. No i takie są ;).

czytaj dalej
Debark – Sankaber

Debark – Sankaber

Kończymy śniadanie około 8 rano. Przed hotelem leżą masze bagaże i zakupy na drogę. Trwa ładowanie wszystkiego na muły, czemu towarzyszą liczni kibice. W międzyczasie poznajemy naszego scout’a. Nazywa się Workie i jest podobno bardzo doświadczony. Jego kałasz wygląda bardzo porządnie, on sam też sprawia wrażenie właściwego człowieka na właściwym miejscu.

czytaj dalej
Do Debark przez Gonder

Do Debark przez Gonder

Nasz samolot odlatuje wcześnie rano, ale Mikias zapewnia, że godzina przed odlotem to aż nadto. Zorganizowany przez niego transport zabiera nas z hotelu o 6:15. Mamy godzinę do odlotu. Szybko docieramy na lotnisko, a tu przed wejściem kolejka. I to jaka. Wygląda, że samolot odleci bez nas. Już przy wejściu trzeba wyskoczyć z butów, prześwietlić bagaże, potem kolejka do odprawy, kilka razy zawinięta. No to pięknie.

czytaj dalej
Warszawa – Frankfurt – Addis Abeba

Warszawa – Frankfurt – Addis Abeba

Wylatujemy wieczorem, 24 października. We Frankfurcie musimy spędzić ponad trzy godziny. Jakoś nikomu nie chce się jechać do miasta, spędzamy więc czas w tym specyficznym miasteczku, jakim jest port lotniczy we Frankfurcie. Przed północą wsiadamy na pokład B767 linii Ethiopian i rozpoczynamy właściwą część podróży.

czytaj dalej
Tym razem Afryka

Tym razem Afryka

Tego już nie można było dłużej odkładać. W końcu trzeba ruszyć na nowy kontynent. Padło na Afrykę, a dokładniej na Etiopię. W tym roku jedzie nas pięcioro: Małgosia, Małgosia, Justyna, Maciek no i ja.

czytaj dalej
Nepal – Podsumowanie

Nepal – Podsumowanie

Tegoroczny wyjazd do Nepalu przebiegł zupełnie inaczej niż był planowany. Jeszcze nigdy wysokość nie była takim problemem, jak na tym trekkingu. Plany poczynione przed wyjazdem zostały całkowicie zmienione. Nigdy przedtem wysokość nie była takim problemem jak teraz.

czytaj dalej

Dalsze plany

Rano odwiedzamy naszą agencję trekkingową, krótko podsumowujemy trekking i decydujemy się jechać jutro na 2 dni na rafting. Potem jeszcze zostaje trochę czasu, aby zwiedzić Patan. Jutro startujemy o 6:30.

czytaj dalej

Lukla – Kathmandu

Samolot do Kathmandu mieliśmy zaplanowany na 11:30. Przyszliśmy na lotnisko i czekamy. Przed nami przyleciało i odleciało już kilka samolotów. Niestety żaden z nich nie był dla nas.
Po ponad godzinie oczekiwania udaje nam się odprawić bagaż i przejść do pokoju odlotów. Jest tu bardzo zimno, a nadal nie wiadomo co z lotem. Wychodzimy więc na płytę lotniska pogrzać się na słońcu. Odprawiono pasażerów na dwa loty do Kathmandu, wszyscy czekamy.

czytaj dalej

Phakding 2670 m. npm

Okazało się, że droga była całkiem męcząca. Najbardziej odczuwalny był ten ponad kilometr w dół. Zatrzymałem się w Namche na cappucino. Po południu dotarliśmy do Phadking. Powietrze jest tak gęste, że można prawie pływać ;).

czytaj dalej

Khumjung 3790 m. npm

No i znowu jestem koło Everest View Hotel. Przyjemny lodge, do którego dotarliśmy ok 13. Potem lunch i spacer do tutejszej gompy. Mają tu skalp yeti. Istotnie, w szklanej skrzyneczce jest coś włochatego. Czy to prawdziwy skalp yeti, czy jakaś fałszywka – nie wiadomo. Ale tę gompę i tak warto odwiedzić.

czytaj dalej

Phortse 3805 m. npm

Dobrze się spało w Pheriche. Rano, przed wyjściem w drogę zajrzałem jeszcze do dr Rachel z HRA. Prosiła, żeby się pokazać po powrocie i powiedzieć, jak poszło. Krótkie, ale bardzo miłe spotkanie.

czytaj dalej

Kala Pattar!

Około 6 rano ruszamy z Lobuche. Po 2 godzinach docieramy do Gorak Shep (5180 m. npm) i chwilę odpoczywamy. Stąd rozpoczyna się podejście na Kala Pattar. Początkowo idzie łatwo, ale po jakichś 200 m do góry robi się coraz ciężej. W sumie niewielka zmiana wysokości powoduje, ze idzie się bardzo ciężko, a im wyżej tym gorzej. Na dodatek nie wiadomo co mieć na sobie. Słońce wprost pali, i kiedy nie wieje wiatr, człowiek ma ochotę zdjąć wszystko z siebie. Kiedy zaś zawieje, nie sposób się założyć kurtki chroniącej od wiatru i ciepłego polara, tak silny i zimny jest ten wiatr.

czytaj dalej

Bohaterom południowej ściany Lhotse

Dziś rano Arek zdecydował się nie iść wyżej. Wraz z Tsandrą – naszym tragarzem zeszli niżej. Ja i Thakur przenieśliśmy się do Dingboche – to zaledwie 75 m. wyżej, ale potem zaraz wyruszyliśmy na wycieczkę aklimatyzacyjna w kierunku Chukung.
Szło się tak nienajlepiej. Dotarliśmy do Bibre, gdzie koło niewielkiego Tea Shop’u, na wysokości 4630 m. npm znajduje się czorten z tablicą pamiątkową poświęcona bohaterom południowej ściany Lhotse: Rafałowi Chołdzie, Czesławowi Jakielowi i Jerzemu Kukuczce. Niedługo, 24 października wypada 20 rocznica śmierci Jerzego Kukuczki.

czytaj dalej

Pin It on Pinterest