Na południe i północ wzdłuż Łyny

Na południe i północ wzdłuż Łyny

Wycieczka odbyła się w dniach od 4 do 5 lipca 2009.

Tym razem zaczynamy z Olsztyna. Przejeżdżamy przez miasto, w którym infrastruktura ścieżek rowerowych się ciągle poprawia. To jednak nie jedyne zmiany. Ostatni raz przejeżdżałem przez to miasto dwa lata temu. Od tej pory powstało bardzo wiele nowych osiedli. Niegdyś cicha i pusta droga w kierunku Bartąga jest teraz obudowana po obydwu stronach nowymi osiedlami. Nowy asfalt kończy się tuż za osiedlami i zjazd w dół do mostu na Łynie urozmaicają nam liczne dziury w drodze.

Przekraczamy Łynę i docieramy do Bartąga. Jak ktoś lubi zabytki, to można zatrzymać się i obejrzeć kościół. Na tablicach pamiątkowych można zauważyć nazwiska mieszkańców wsi, którzy zginęli w pierwszej i drugiej wojnie.

Wyjeżdżamy z Bartąga i podziwiamy urozmaicony krajobraz po obu stronach drogi. Dookoła nas pola, niedaleko od drogi płynie Łyna, a na odległych wzgórzach coś kwitnie na niebiesko-fioletowo. Prawie jak lawenda. Przejeżdżamy około kilometra i skręcamy w kierunku Gągławek. Jeszcze dwa lata temu ta droga była gruntowa. Teraz pod kołami mamy równiutki asfalt. Droga pnie się ku górze, aby potem odwdzięczyć się miłym zjazdem, pomiędzy pachnącymi polami.

W centrum Gągławek rośnie potężna lipa, pod którą ubieramy się w kurtki, bo właśnie zaczyna padać. Jedziemy dalej w kierunku linii kolejowej. Na wiadukcie zatrzymujemy się na chwilę, z oddali nadjeżdża pociąg. Machamy do maszynisty, a ten pozdrawia nas gwizdem lokomotywy.

Wkrótce potem docieramy do rozjazdu dróg na północnym krańcu jeziora Łańskiego. Dziś objedziemy je od zachodu. Czeka nas podjazd i wąska asfaltowa droga wiodąca przez las. Są już poziomki i zaczynają się jagody, tak więc czasami zatrzymujemy się na małe przekąski.

Droga po zachodniej stronie jeziora Łańskiego to bardzo fajny kawałek trasy na rower. Ciągnie się na długim odcinku, jest urozmaicona licznymi zjazdami, podjazdami i zakrętami. Asfalt kończy się jednak przed miejscowością Ząbie i ostatni odcinek to droga leśna nieutwardzona. Miejscami piaszczysta, ale daje się jechać. Ostatnio dużo padało.

Mijamy Ząbie i zostawiamy za sobą Kurki. Kawałek jedziemy drogą nr 58 aby skręcić w kierunku Lipowa Kurkowskiego. Do samej wsi prowadzi droga asfaltowa, w Lipowie czekają kocie łby, a za Lipowem już tylko droga gruntowa. Zaraz za wsią zatrzymujemy się na popas.

Ruszamy dalej przez las, który ciągnie się ponad kilometr. Potem droga przebiega wzdłuż falujących pól. Faluje nie tylko szumiące i pachnące zboże, to teren jest tak pofałdowany. Gdzieniegdzie widać samotne drzewa. Przy granicy lasu, blisko horyzontu stoją liczne ambony. Budzą się niemiłe skojarzenia – olbrzymie pole otoczone lasem jak drutem kolczastym i wieżyczki, z których można bezkarnie zabijać. A w środku pola kuriozum. Pomnik zadufania i pychy, jaki mordercy zwierząt wystawili samym sobie. I jeszcze tekst modlitwy wyryty w kamieniu – żeby nie było wątpliwości, że ten, kto strzela, za nic nie odpowiada. Przykre i żenujące.

Te piękne pola śmierci kończą się wkrótce i dojeżdżamy do Wólki Orłowskiej. Stąd asfaltem jedziemy do Łyny, gdzie skręcamy do rezerwatu “Źródła Łyny”.

Przejeżdżające przez rezerwat można poczuć się trochę jak w jakichś małych górach – np. Beskidzie Niskim. Ścieżka wiedzie jarem, do którego schodzą się mniejsze jary, wiele strumyków spływa w dół i łączy się w wąziutką w tym miejscu Łynę.

W rezerwacie znajduje się ciekawe miejsce – Łyński Młyn (jest z tym miejscem związana legenda, którą można sobie łatwo “wyguglać”). To niewielki zalew na Łynie oraz kilka budynków, które z roku na rok są w coraz gorszym stanie. Jeden z budynków to właśnie pozostałość po młynie albo foluszu. Spędzamy tu chwilę fotografując i ruszamy w kierunku Orłowa.

W Orłowie znajduje się cmentarz wojskowy z pierwszej wojny. Leżą tu Rosjanie i Niemcy. Mogiły rosyjskie są zbiorowe, zaś część niemieckich ma tabliczki. Niektóre z nazwiskami, czasem swojsko brzmiącymi, niektóre noszą napis “Unbekannt”. Na grobach oficerskich czasami są daty urodzenia i śmierci. Młodzi, dwudziestoletni chłopcy, w równych rządkach, jak maszerowali, tak się pozabijali i tak leżą. Czy naprawdę chcieli ginąć za urojenia lęgnące się w kaczych móżdżkach polityków małych sercem, umysłem i często ciałem?

Dzień powoli się kończy. Jedziemy w kierunku Jeziora Omulew. W poszukiwaniu noclegu przejeżdżamy przez Wikno, Jabłonkę, Natać Wielką i Małą, aby ostatecznie wylądować w Jabłonce.

Następnego dnia ruszamy dookoła jeziora Omulew. Jeszcze przed Natacią Małą skręcamy w las, aby dotrzeć do drogi leśnej omijającej Omulew od wschodu. W okolicach wojskowego ośrodka wypoczynkowego droga robi się asfaltowa. Jedziemy przez las, wkrótce skręcić na drogę leśną, aby objechać Omulew od południa. Droga wiedzie lasem i jest mało uczęszczana. Zatrzymujemy się na chwilę nad jeziorem Trzcinowym aby ruszyć w stronę Wikna. Zamykamy pętle wokół Omulewa i szeroką, szutrową leśną drogą kierujemy się w stronę Brzeźna Łyńskiego. Mijamy Brzeźno i ponownie docieramy do Kurek kopiąc się w piachu przed samą wsią.

Dziś pojedziemy wschodnią stroną jeziora Łańskiego. Niecały kilometr pokonujemy drogą 58 i skręcamy na północ. Droga polna jest miejscami piaszczysta, natomiast kawałek pnący się do góry jest brukowany. Podjeżdżamy i jedziemy dalej na północ.

Widać, że niedawno prowadzono tu wyrąb w lesie. Niegdyś przyzwoita i równa leśna droga jest rozjeżdżona ciężkim sprzętem. Wystają kamienie i korzenie, jedzie się powoli. Nagle słyszę szelest w lesie. Na skarpie nad drogą ryje sobie w runie leśnym rodzinka dzików. Zauważają mnie i wtedy samice z małymi szybko się ewakuują. Samce jeszcze przez chwile patrzą na mnie, a gdy młode są już bezpieczne uciekają za nimi.

Po kilku kilometrach, na wysokości półwyspu Lalka pojawia się asfalt. Po tej stronie jedzie się bliżej jeziora i w zasadzie cały czas jest ono widoczne. A asfaltowa droga nie wymaga takiej uwagi i wysiłku jak nieutwardzona, możemy więc podziwiać widoki.

Warto pamiętać, że nie wszystkie drogi asfaltowe w tej okolicy są przejezdne. Nad Łańskim jest kilka ośrodków wypoczynkowych tzw. resortów siłowych. Często droga widoczna na mapie przegrodzona jest bramą ośrodka. Obecnie zwykły śmiertelnik może korzystać z tych ośrodków o ile ma rezerwację, natomiast nie można tak po prostu sobie przejechać.

Mamy do zrealizowania jeszcze jeden punkt programu. Jest lato, trzeba się wykąpać. Jedziemy nad małe, ale bardzo urokliwe i czyste jezioro Jełguń. Tam spędzamy chwilę kąpiąc się i spotykając z parą łabędzi. Po kąpieli ruszamy dalej na północ.

Droga do Rusi miejscami jest bardzo piaszczysta, nawet pomimo ostatnich deszczy. Miejscami trzeba pchać rower, bez obciążenia sakwami może dałoby się przejechać. Docieramy do Rusi, gdzie przekraczamy Łynę na zaporze małej elektrowni wodnej. Niedługo później zamykamy pętlę wycieczki mijając drogę do Gągławek. Znowu jedziemy pomiędzy niebiesko kwitnącymi wzgórzami, mijamy Bartąg i kończymy w Olsztynie.

Całkowity dystans: 133656 m
Najwyższy punkt: 186 m
Najniższy punkt: 91 m
Wyskokość podjazdów: 1161 m
Wysokość zjazdów: -1205 m
Total time: 05:49:29
Pobieranie

4 komentarze

  1. Mariusz P

    Artykuł jest cool:) ciekawie opisana przyroda, trasa.
    Proszę o więcej:)
    [email protected]

    Odpowiedz
  2. Jan Kowalski

    Chociaż wcale nie jestem myśliwym, rozśmieszył mnie fragment im poświęcony. “Przykre i żenujące” jest takie “świętofranciszkowe” podejście do przyrody i jej ochrony. Żeby kogoś oceniać i opluwać, najpierw trzeba mieć trochę wiedzy na temat współczesnej gospodarki populacjami zwierzyny. Nie żyjemy już w prastarych borach i pierwotnych puszczach, więc podejście do przyrody też trzeba trochę uaktualnić. Bycie ekologiem nie powinno być jednoznaczne z “zielonością” w głowie.
    Gratuluję zdolności szybkiego odróżniania samców od samic w stadzie dzików.
    Aha, i jeszcze więcej miłości do kaczek, jak na ekologa przystało.

    Poza tym artykulik turystyczny w miarę interesujący.
    Pozdrawiam

    Odpowiedz
    • Piotr Celiński

      Cieszę się, że mogłem rozbawić, panie Janie Kowalski. Pozwolę sobie pozostać przy swoim zdaniu, wszak (jeszcze) panuje u nas wolność myśli i częściowo słowa. Zabijanie dla przyjemności, a z tym, w przypadku myśliwych mamy do czynienia (w zdecydowanej większości przypadków), jest dla mnie niezrozumiałe. Polecam choćby książkę “Farba znaczy krew” Zenona Kruczyńskiego traktującą na ten temat.
      Ja z kolei mogę pogratulować szybkiego rozpoznania “zieloności” w głowie. Myślę, że dobrze mi z tym ;).
      Szkoda mi też, że ślad zostawiony przez pana prowadzi donikąd. Fajnie jest niepodpisywać się pod swoimi myślami, nieprawdaż?
      Również pozdrawiam i dziękuję za uznanie.
      PC

      Odpowiedz

Prześlij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.