Buenos Aires


Ten tekst powstał na moim blogu Andy Patagonia 2008 i został stamtąd skopiowany z zachowaniem daty wpisu.

Wyjazd zbliża się do końca. Minęły dwa dni w Buenos Aires. Jutro wyruszamy w drogę do domu.

Buenos jest ogromnym miastem, ale nie przytłacza swoją wielkością. Dużo jest zieleni, parków, ogrodów, ale jest tu też najszersza ulica na świecie – Avenida de 9 Julio. Zresztą główne ulice są tutaj generalnie szerokie. Chociaż poza centrum, w starszych dzielnicach jak Palermo czy Recoleta zdarzają się wąskie na tutejsze standardy uliczki (takie na dwa samochody).

Jednak przy temperaturze rzędu 30 stopni najlepiej zwiedzać miasto przez skamiejkowanie. Skamiejkowanie zostało wynalezione gorącym letnim popołudniem w 2001 roku w Moskwie, wymaga ławki (ros. skamiejka) w cieniu wśród zieleni. Do tego celu w Buenos Aires doskonale nadaje się ogród botaniczny, gdzie wstęp jest wolny. Na jednej w wielu ławek można położyć się i przeczekać najgorętsze godziny dnia. Z obserwacji wynika, że mieszkańcy Buenos praktykują skamiejkowanie, aczkolwiek chyba nie wiedzą, że tak to się nazywa.

To, co budzi zdziwienie, to świąteczne dekoracje nie pasujące do pory roku. Choinki, mikołaje, itd itp. Na półkuli północnej wkrótce będziemy obchodzić święto przesilenia zimowego, zawłaszczone przez chrześcijaństwo jako boże narodzenie. Wraz z chrześcijaństwem dotarły tu święta, które na półkuli południowej powinny być obchodzone za pół roku. Tu mamy teraz przesilenie letnie, które ludzie czcili na długo przed powstaniem religii totalnych, a które chrześcijaństwo zawłaszczyło jako boże ciało. Na szczęście jednak okres przedświąteczny tutaj nie jest tak zdominowany przez handel jak u nas.

Na niektóre miejsca w Buenos nie wystarczyło czasu. Może coś jeszcze uda się zobaczyć jutro przed odlotem. Inne miejsca zostaną na następny raz.

[xmlgm ngg_gallery=20;align=left]

Prześlij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *