Leh, dzień pierwszy

«

Ten tekst powstał na moim blogu Ladakh 2007 i został stamtąd skopiowany z zachowaniem daty wpisu.

Po pobudce o 2:30 pojechaliśmy na lotnisko. Okazało się, że regulamin sobie a rzeczywistość sobie i na trasie do Leh wolno mieć jednak bagaż podręczny. Z nadbagażem też się udało. Wrzuciliśmy nasze wory na wagę, ta zaczęła od 101.7, aby po kilku kolejnych zmianach na wyświetlaczu dojść do 100.6. Wolno 25 kg na osobę, a więc bingo, nic nas to nie będzie kosztować. Niestety nie dane nam było zobaczyć Himalajów z samolotu, pokrywa chmur była bardzo gęsta. Samolot długo krążył nad lotniskiem, już obawiałem się, że wrócimy do Delhi. To się czasem zdarza na tej trasie, gdy nie ma w Leh warunków do bezpiecznego lądowania. Ale w końcu wylądowaliśmy. Taksówką za 110 INR dojechaliśmy do hotelu Mahak. To znaczy taksówkarz nas tam zawiózł, gdy dowiedział się, że szukamy hotelu. Jest już po sezonie, stąd za dobry pokój z łazienką płacimy 300 INR (w sezonie ponad 900).

Dziewczyny poszły spać, a ja i Arek – zobaczyć Leh. Arek dość szybko wrócił do hotelu – zaczął odczuwać te 3500 m. npm. Ja też jestem przymulony, ale poza tym nie mam żadnych objawów. Zobaczymy, co będzie na trekkingu.

W ramach spacerku aklimatyzacyjnego obszedłem miasteczko. Dużo, dużo tematów na zdjęcia. Pałac na szczycie wzgórza, gompa, czorteny. Ciekawe scenki rodzajowe, zupełnie inne twarze ludzi, tzn. zupełnie inne niż w Delhi. Jesteśmy już bowiem po północnej stronie głównego grzbietu Himalajów.

A Ladakh to niegdysiejsze odrębne królestwo. Niestety, chyba żadna z kafejek internetowych nie zezwala na wrzucanie zdjęć, stąd relacje będą tekstowe.
W Leh jest wiele miejsc, gdzie można w miarę dobrze i całkiem niedrogo zjeść. Spróbujemy różnych miejsc, różnych potraw, potem będą tylko kaszki, liofilizaty i ziarenka.

Zrobiłem rozpoznanie dotyczące koni jucznych. Ceny w agencjach turystycznych od 250 do ponad 400 INR za konia za 1 dzień. Rozmawiałem też z jednym “horsemanem” – cena oczywiście najniższa – 250, a poza tym bez pośrednictwa. Sam człowiek też bardzo miły i komunikatywny, pewnie się na niego zdecydujemy. Potrzebujemy min. 5 koni na nasze bagaże, bagaże “horsemanów” i zapas paliwa do prymusów.

Tak na zakończenie, aby całość dało się odnieść do rzeczywistości – 1 INR = 0.07 PLN (7 groszy).

Jutro najpewniej zastosujemy się do zasad aklimatyzacji i zrobimy “hike high – sleep low”. A na razie idę załapać się na ciepłą wodę w hotelu – u nas jest 20:20, ciepła woda do 21 – 22.

«

Prześlij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.