Ladakh

Jutro w drogę do domu

Khajuraho obejrzeliśmy w całości. Dziś rano zrobiliśmy wycieczkę do wodospadów Raneh, ok 20 km. od Khajuraho. Krajobraz jest niesamowity. Rzeka Ken przebija się przez skały magmowe głębokim wąwozem, którego częścią jest krater wygasłego wulkanu. Bardzo piękne widoki. Wycieczka krótka, ale jedna z ciekawszych.

Khajuraho

No to mamy to, czego chcieliśmy. Zamiast przyjemnego chłodu Leh wściekle gorące Khajuraho. Ceny w knajpkach i hotelach prawie dwukrotnie większe. Typowy indyjski smrodek, naganiaczy chcących sprzedać cokolwiek, choćby czarną żarówkę.

Przeloty, przeloty

Po raz piewszy w Indiach podróżuję jak „biały człowiek” (pomijając wyjazd służbowy). Jest to całkiem wygodne. Z Delhi do Leh i z powrotem do Delhi lecieliśmy liniami Jet Airways. To prywatny przewoźnik, nastawiony, z tego co mogłem się zorientować, na zagranicznych turystów. Leci się smacznie i miło, choć na pewno nie jest to najtańszy możliwy wariant.

Wrażenia z trekkingu

Trekking w dolinie Markha jest jednym z najczęściej wybieranych i najprostszych trekkingów w Ladakhu. Trasa jest bardzo piękna, jeżeli chodzi o krajobrazy. Ponadto, wielbiciele zabytków oraz buddyści znajdą wiele starych klasztorów (gomp) na trasie. Gompy często położone są w takich miejscach, które na pierwszy rzut oka wydają się niedostępne.

Trekking – pierwsze wrażenia

Dzisiaj wróciliśmy do Leh. Trekking zajął nam 9 dni. Na dokładniejsze opisy przyjdzie czas. Dziś parę zdań na gorąco.
Dla dwojga osób z naszej grupy był to pierwszy w życiu trekking w górach. Od razu w Himalajach.
Każdy z nas na własnych nogach osiągnął najwyższy punkt – przełęcz Kongmaru La (ok. 5200 m. npm.)

Pangong Tso

Wczoraj pojechaliśmy nad Pangong Tso. To bardzo długie i wąskie jezioro na granicy indyjsko – chińskiej. Tak naprawdę jezioro położone jest w Tybecie. Wysokość lustra wody to 4240 m. npm.

Lamayuru, Alchi, Likir

O 6:30 rano wyjechaliśmy na wycieczkę. Przeznaczyliśmy ten dzień na zwiedzanie, a w sumie cały czas poruszamy się w okolicach 3500 m. npm. Organizm chyba już wie, że ma produkować czerwone krwinki na akord.
Na początku pojechaliśmy do odległego o ponad 130 km. Lamayuru. To wioska, gdzie znajduje się jeden z bardziej znanych klasztorów buddyjskich. Po drodze mogliśmy oglądać piękne ujście rzeki Zanskar do Indusu.

Leh i okolice, dzień drugi

Zadziwiająco dobrze przebiega aklimatyzacja. Łaziliśmy dziś do różnych zabytków położonych na okolicznych górach i było OK. Oczywiście oddech nie taki jak niżej, ale nie ma żadnych niepokojących objawów. No ale jesteśmy jeszcze dosyć nisko. Podczas trekkingu osiągniemy wysokość 5200 m. npm., a więc 1700 m. wyżej, niż teraz jesteśmy.

Leh, dzień pierwszy

Po pobudce o 2:30 pojechaliśmy na lotnisko. Okazało się, że regulamin sobie a rzeczywistość sobie i na trasie do Leh wolno mieć jednak bagaż podręczny. Z nadbagażem też się udało. Wrzuciliśmy nasze wory na wagę, ta zaczęła od 101.7, aby po kilku kolejnych zmianach na wyświetlaczu dojść do 100.6. Wolno 25 kg na osobę, a więc bingo, nic nas to nie będzie kosztować.

Delhi

Nadbagaż nie był problemem. Na szczęście miła pani na odprawie nie zwróciła uwagi na te kilka kilogramów. Do Leh też powinno się udać…
Dziś niedziela, więc mieliśmy problemy z wymianą pieniędzy. Na szczęście udało się to załatwić. Mamy teraz dużo papierków w różnych nominałach.

To już jutro…

Tak, jutro, 22 września, 10:45. Liniami Finnair przez Helsinki do Delhi. W poniedziałek krótki przeskok do Leh indyjskimi JetAirways. Potem czeka nas kilka dni aklimatyzacji. Leh leży na wysokości 3500 m npm.
Planujemy trekking doliną Markha, chyba, że warunki na miejscu zmuszą nas do wyboru innej trasy. Jedzie nas czworo: Ania, Arek, Małgosia i Piotr – w kolejności alfabetycznej.