Spacerkiem po Jełguniu

Spacerkiem po Jełguniu

Wycieczka odbyła się 31 stycznia 2010.

W odróżnieniu od wczorajszej soboty dziś jest po prostu pięknie. Słońce, niebieskie niebo, śnieg. Więcej nie potrzeba, no może poza czasem.

Na miejsce startu docieram z Olsztyna. Po drodze do Rusi, za Bartągiem widać czynny już od rana wyciąg narciarski. Ale dziś czas na inne narty. W Rusi, tuż za zaporą na Łynie należy kierować się na “Zazdrość” – tak przynajmniej głosi drogowskaz. Kilkaset metrów za drogowskazem jest niewielki parking, skąd rozpoczynam dzisiejszą wycieczkę.

Droga wiedzie pod górę i jest rozjeżdżona przez samochody. Nie jest to może najlepsze ani najprzyjemniejsze podłoże z możliwych, ale można po nim poruszać się szybko. Po pewnym czasie droga samochodowa odbija w lewo, ja idę dalej wciąż po śladach opon, ale ten odcinek jest wyraźnie mniej rozjeżdżony przez samochody. Wkrótce i on skręca w lewo, a ja zostaję na przysypanych już śniegiem śladach nart.

Prędkość trochę spada, ale robi się przyjemniej. Pogoda sprzyja. Mróz około 10 – 12 stopni, niebieskie niebo i bajkowy, przysypany śniegiem las. Wspaniała świadomość, że jestem tu zupełnie sam, daleko, daleko od wszystkiego i wszystkich. Bicie własnego serca i rozgrzany przyjemnym wysiłkiem organizm. Cudowne chwile.

Idę cały czas wzdłuż Łyny, ale dopiero teraz, po raz pierwszy od opuszczenia “Zazdrości” mogę ja zobaczyć. Podobnie jak i tam tu również nie jest zamarznięta. To trochę  dziwne, ostatnie kilkanaście dni było dosyć mroźnych

Brzeg jest dosyć stromy i rezygnuję z dotarcia na nartach nad samą wodę. Droga miejscami tutaj zanika, ale wkrótce pojawia się znowu. Docieram do rozległych polan przedzielonych drogą. Gdyby nie płynący przez nie strumień mogłoby się wydawać, że polany te to pokryte śniegiem jeziora. Dziwnie wyglądają. Płaskie przestrzenie o nieregularnym obrysie w pofałdowanym i urozmaiconym terenie. Zupełnie jak, jakby kiedyś były tu jeziora.

Pieszy ślad, wzdłuż którego podążałem ostatnio, skręca i biegnie dalej wzdłuż strumienia. Ja wybieram inną drogę. Chcę dotrzeć do mojego ulubionego w tej okolicy jeziora Jełguń. Poruszam się leśną drogą. Napotykam na ślad nart. Dosyć wyraźny. Korzystam zeń, ale po pewnym czasie nasze ścieżki się rozchodzą. Wkrótce docieram do niewielkiego jeziorka leżącego na północ od Jełgunia. Są tu jacyś wędkarze i ich samochód terenowy. Śnieg jest na tyle głęboki, że alternatywą może być skuter śnieżny.

Początkowo idę wzdłuż brzegu, ale niebawem porzucam drogę na rzecz tafli jeziora. Przecinam to małe jeziorko, wychodzę na brzeg i po kilku metrach jestem na brzegu Jełgunia. Ruszam po równiutkiej, białej płaszczyźnie. Śnieg skrzy się w słońcu, okulary są niezbędne. Wielokrotnie już pływałem w tym jeziorze, ale po raz pierwszy mogę tu chodzić po wodzie. Śnieg jest głęboki, trudno jest nawet wbić kijek tak, aby dotarł do lodu.

Docieram niemalże na południowy brzeg jeziora, robię kilka zdjęć i szerokim łukiem zakręcam na północ. Nagle coś zaczyna chwytać narty. Okazuje się, że pod śniegiem jest woda. Nie wiem czy to z jakiejś przerębli, których jest tu kilka, czy coś niedobrego dzieje się z lodem. Zawracam jak najszybciej do miejsca, gdzie nie ma już wody pod śniegiem. Dochodzę do brzegu i przy pomocy drzewa czyszczę ślizgi nart z zamarzającego, mokrego śniegu.

Już z czystymi ślizgami wracam na lód i bez dalszych przygód docieram do miejsca, gdzie w lecie jest fajne miejsce kąpielowe. Wychodzę i brzeg i ruszam w drogę powrotną. Idę wzdłuż drogi, której kierunek generalnie mi sprzyja. Nie ma świeżych śladów nart, choć widać, że kiedyś ktoś tędy szedł na nartach.

Niebawem dochodzę do polany, gdzie wchodzę na dróżkę ze świeżymi śladami. Wkrótce dochodzę do skrzyżowania, na którym dziś już byłem, przecinam swój dzisiejszy ślad i ruszam drogą, którą dziś jeszcze nie szedłem. Na dróżce jest wyraźny ślad nart, nie starszy niż wczorajszy.

Droga raz pnie się do góry, raz w dół. Idzie się bardzo przyjemnie. Podążanie świeżym śladem znacznie przyspiesza marsz. Docieram do miejsca, gdzie ślad raptownie skręca na zachód. Poznaję to miejsce – któregoś lata na rowerze pojechałem tu prosto i nadłożyłem drogi. Teraz więc skręcam i trzymam się śladu.

Pojawia się ślad samochodów. Niebawem dochodzę do miejsca, gdzie porzuciłem ten ślad kilka godzin temu. Stąd szybko docieram do “Zazdrości”.

Transportation by Zmora(™)

Total distance: 13182 m
Max elevation: 147 m
Min elevation: 82 m
Total climbing: 233 m
Total descent: -212 m
Total time: 04:28:56
Download file: 2010_01_31_Rus_Rus_filtered_50.gpx

8 komentarzy

  1. maniek

    Pamiętam te tereny choć nie byłem tu już ładnych kilka lat. Świetna okolica na wycieczki rowerowe połączone z kąpielą i biegówki (z kąpielą uważać). Dość odludnie a więc rozsądnie wybierać się w towarzystwie na wypadek jakiegoś skręcenia nogi, choć samotność poprawia odbiór krajobrazu. Woda pod śniegiem pojawia się często na jeziorach – lód “rozpycha się” bo woda zamarzając zwiększa objętość – często z braku miejsca lód pcha się w dół wyciskając wodę. Nigdy nie zapomnę “kanonady” na Jełguniu gdy w lutym-marcu(?) po mroźnej nocy słońce przygrzało gruby lód wyzwalając naprężenia.
    Znad Jełgunia już tylko rzut beretem nad równie ładny Ustrych, skąd leśną drogą wprost do Rusi.
    A z tego co pamiętam to Zazdrość jest leśniczówką przy szosie Olsztyn-Butrymy.
    Pozdrawiam okolicę i wszystkich którzy tam trafią.

    Odpowiedz
    • Piotr Celiński

      O, dziękuje za informację, teraz już wiem, gdzie jest Zazdrość! Przejeżdżałem kiedyś rowerem drogą nad Ustrychem, ale nie znam tego jeziora tak dobrze jak Jełgunia :). Pozdrawiam.

      Odpowiedz
  2. Paweł Jaszczuk

    Bardzo często chodzimy z żoną tą trasą uprawiając marsz z kijkami, czyli nording walking. Przechodzimy wtedy kilkanascie km. Modyfikujemy trasę by nie było za nudno, lecz poczatek, nieodmiennie przy dębie, na niewiekim parkingu w Rusi. Kąpiemy się w Jełguniu i Łynie. Ten las ma w sobie coś pierwotnego, dzięki temu, że utworzono tu rezerwat, a wczesniej były to tzw. “lasy Łańskie”, gdzie przyjeżdżali komunistyczni notable postrzelać do zwierza i popić, by internacjonalistyczna przyjaźń krzepła. Widocznie mało wypili, ale zwierz jeszcze dyszy. Pozdrawiam i do zobaczenia na trasie. PJ

    Odpowiedz
    • Piotr Celiński

      Tak, letnia kąpiel w Jełguniu to dla mnie też stały fragment każdej wycieczki w te okolice. Pozdrawiam. PC

      Odpowiedz
  3. Zenon Szczypta

    Dziękuje za odpis,ze smutkiem przyjąłem Twoją wiadomość że domek myśliwski spalono,zbyt dużo było tam ciekawskich no i był siedliskiem elementu,ale zdążyłem zrobić zdjęcie no zwiedziłem tą słynną piwniczkę,mało o niej wiedziano,a sala myśliwska,bajkowa,na podłodze skory z dzików stoły i krzesła z poroży,co tam bywało po polowaniach !?.domek to jest parcela był otoczony palisadą jak Fort z Dzikiego zachodu.Ale to już było i minęło.Jeżeli zechcesz lepiej poznać Lasy Ramuckie i inne magiczne miejsca to służę swoją wiedzą,i przewodnictwem,Jeżeli chcesz mnie obejrzeć,i moje zdjęcia,to zapraszam na www nasza KLASA PL.ZENON SZCZYPTA OLSZTYN-Gdy Będziesz W Olsztynie,to daj znać,Serdecznie pozdrawiam ZS.

    Odpowiedz
    • Piotr Celiński

      Dzięki, odezwę się jak będę w okolicy.
      Serdeczenie pozdrawiam
      PC

      Odpowiedz
  4. Zenon Szczypta

    Witaj Piotrze,nazywam się Zenon-Krzysztof.mam 55 lat,od lat 70 ,wędrowałem po Lasach Ramuckich,Gdy Istniał Łansk,pamietam te klimaty zakazane,wielkie stada zwierzyny łownej,gościnność w Sójce.Widziałem piękny dom nad Łyną,ruinę mostu,resztki młyna,a potem została tam gościnna stodoła,gdzie spało się z dziewczyną,pamiętam opuszczoną Leśniczówkę Jełgun,odnalazłem też ruinę F Gelguhen(Leśniczówka Muchorowo-Jełgun)Zwiedzanie domku myśliwskiego gdy był zakazany-zobacz książkę pana Białkowskiego-Łansk wzdłużie Imperium”str25.Lasy Ramuckie to wspaniałe miejsca wyprawcze no i odkrywcze,min wyprawa z byłego Hotelu Myśliwskiego nad Jez Łanskim-Obecnie gościnny Hotel Cyranka,z werandą obiadową z wspaniałym widokiem na jezioro,stąd rowerem (mają wypożyczalnie)wyruszyłem odnaleźć ruinę byłej Leśniczówki Dzieżgunkę.w pobliżu dawnego traktu wzdłuż jeziora,to dobre na biegowe narty trasa,odnalazłem uroczą polankę na wypoczynek,wiele mam tam wspomnień,zabawnych,i miłych. nie miałem kłopotów z ochroną,kiedyś już głęboką nocą miałem przygodę z kamiennym gnomem myśląc że to duch puszczy chciałem go przelecieć,ale to był kamień i został guz na głowie,idąc oszołomiony,przez las najechała ochrona widząc jak mam obity czerep postanowili mnie podwieś do Olsztyna No ale mnie wzieło na wspomnienia Soory.Ja na począdku stycznia miałem zimową w rejon Naterek wyprawę,Jako Regionalista muszę ciągle poznawać coś nowego odkrywczego,odnalazłem tajemniczy pomnik w lesie koło PKP Naterki,oraz poznałem Sophienhof,zrobiłem zimowe zdjęcia Zofijówki.Teraz czekam na wiosenne wyprawy piesze i nowe odkrycia.Chce ponownie zawitać na jełgun i odkryć pomnik koło Ustrycha.Może wybralibyśmy śnię wspólnie? Pozrawiam.

    Odpowiedz
    • Piotr Celiński

      Witaj Zenonie,
      Bardzo dziękuję za Twój komentarz. Nie znam tych okolic tak dobrze jak Ty, trochę tylko jeździłem tu na rowerze. To była moja pierwsza wycieczka narciarska w tych okolicach. Niestety – domek myśliwski, o którym piszesz jest już spalony jak na pewno wiesz, kilka lat temu widziałem tylko jego zgliszcza. Łyński Młyn też znam, szkoda, że popada w coraz większą ruinę. Gdy pierwszy raz tam dotarłem (w 1999 roku) to miejsce zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Ma potencjał, żeby było tam coś więcej niż ruina.
      Dzięki za wskazanie literatury, chętnie do niej zajrzę.
      W tych okolicach bywam nieregularnie, nie jestem z Olsztyna, ale chętnie poinformuję Cię, kiedy będę się tam ponownie wybierał.
      Serdecznie pozdrawiam
      PC

      Odpowiedz

Prześlij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.