Kathmandu


Ten tekst powstał na moim blogu Khumbu-Himal-2009 i został stamtąd skopiowany z zachowaniem daty wpisu.

Dziś cały dzień spędziliśmy w Kathmadu oglądając tutejsze atrakcje. A więc po kolei.

Pashupatinath. Święte miejsce, gdzie palone są zwłoki – czyli tutejsze miejsce pochówku. Z reguły trafia się na kilka pogrzebów w różnym stadium spalenia ciał. Od co dopiero rozpalonych stosów do kupki popiołu i kilku drewienek. Po spaleniu ciała resztki zrzucane są do rzeki. A rzeka nie byle jaka, gdzieś tam wpada do Gangesu – świętej rzeki hinduistów.

Przyczepił się do nas „przewodnik”. Bardzo chciał, więc go wzięliśmy, choć nie było warto. Opowiedział wszystko to, co już i tak wiedziałem o tym miejscu. Poza jedną rzeczą. Nad tą święto rzeką są groty, gdzie mieszkają święci mężowie – Sadhu. To już ich ostatnie wcielenie na ziemi, potem tylko raj. Jeden z nich podobno podnosi na penisie 70 kg kamieni. Ale nie było dane nam go obejrzeć w akcji. Zresztą bez akcji też nie, dlatego nieco rozczarowani opuszczamy to miejsce.

Stupa Bodnath. Ogromna stupa warta obejrzenia. Biała kopuła stojąca na placu obwieszona flagami modlitewnymi. Warto spędzić tu trochę czasu, obejść stupę (tak, aby była zawsze po prawej stronie), zrobić kilka zdjęć. Dookoła oczywiście masa kramów, straganów i sklepików sprzedających wszystko, co choćby potencjalnie może zaiteresować białasa.

Swayambhunath. Świątynia małp. Ciekawe miejsce na wzgórzu, skąd można oglądać panoramę miasta. Oczywiście warto też zwrócić uwagę na kilka dużych stup i wiele małych czortenów. Podobnie jak w innych takich miejscach masa kolorów i zapachy palonych ziół podczas różnych ceremonii. No i rzeczone małpy. Ale w zdecydowanej mniejszości w porównaniu z odwiedzającymi to miejsce przybyszami z zachodu.

Durbar Square. Już wczoraj byliśmy tu chwilę, ale dzień się skończył, a wraz z nim warunki do zdjęć. Dziś przybyliśmy nieco wcześniej aby sfotografować świątynie i dosyć liczne drewniane płaskorzeźby na nich. Część z nich przedstawia sceny erotyczne, podobnie jak w Khajuraho, ale nie jest ich aż tyle co tam.

Jutro rano lecimy do Lukli i rozpoczynamy trekking. Być może następny wpis pojawi się za 3 tygodnie.

Prześlij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Pin It on Pinterest