Kategorie wpisów

Warto przeczytać

Książka o fotografowaniu. Wydanie III rozszerzone

autor: Andrzej A. Mroczek

Cena: 69.00 zł

Lukla – Kathmandu

Samolot do Kathmandu mieliśmy zaplanowany na 11:30. Przyszliśmy na lotnisko i czekamy. Przed nami przyleciało i odleciało już kilka samolotów. Niestety żaden z nich nie był dla nas. Po ponad godzinie oczekiwania udaje nam się odprawić bagaż i przejść do pokoju odlotów. Jest tu bardzo zimno, a nadal nie wiadomo co z lotem. Wychodzimy więc na płytę lotniska pogrzać się na słońcu. Odprawiono pasażerów na dwa loty do Kathmandu, wszyscy czekamy.

Lukla 2840 m. npm

Droga z Phakding do Lukli minęła szybko. W odróżnieniu od drogi w drugą stronę, tym razem pogoda była piękna. Do Lukli dotarliśmy ok 11:30.

Phakding 2670 m. npm

Okazało się, że droga była całkiem męcząca. Najbardziej odczuwalny był ten ponad kilometr w dół. Zatrzymałem się w Namche na cappucino. Po południu dotarliśmy do Phadking. Powietrze jest tak gęste, że można prawie pływać ;).

Khumjung 3790 m. npm

No i znowu jestem koło Everest View Hotel. Przyjemny lodge, do którego dotarliśmy ok 13. Potem lunch i spacer do tutejszej gompy. Mają tu skalp yeti. Istotnie, w szklanej skrzyneczce jest coś włochatego. Czy to prawdziwy skalp yeti, czy jakaś fałszywka – nie wiadomo. Ale tę gompę i tak warto odwiedzić.

Phortse 3805 m. npm

Dobrze się spało w Pheriche. Rano, przed wyjściem w drogę zajrzałem jeszcze do dr Rachel z HRA. Prosiła, żeby się pokazać po powrocie i powiedzieć, jak poszło. Krótkie, ale bardzo miłe spotkanie.

Kala Pattar!

Około 6 rano ruszamy z Lobuche. Po 2 godzinach docieramy do Gorak Shep (5180 m. npm) i chwilę odpoczywamy. Stąd rozpoczyna się podejście na Kala Pattar. Początkowo idzie łatwo, ale po jakichś 200 m do góry robi się coraz ciężej. W sumie niewielka zmiana wysokości powoduje, ze idzie się bardzo ciężko, a im wyżej tym gorzej. Na dodatek nie wiadomo co mieć na sobie. Słońce wprost pali, i kiedy nie wieje wiatr, człowiek ma ochotę zdjąć wszystko z siebie. Kiedy zaś zawieje, nie sposób się założyć kurtki chroniącej od wiatru i ciepłego polara, tak silny i zimny jest ten wiatr.

Znowu w tym samym miejscu

Ten tekst powstał na moim blogu Khumbu-Himal-2009 i został stamtąd skopiowany z zachowaniem daty wpisu.

Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek tak źle reagował na wysokość. Noc praktycznie bezsenna i zero sił rano. Nie ma sensu iść wyżej. Czas powoli się kończy, a ja ciągle jestem daleko od celu.

Miałem możliwość przyjrzeć się, jak znany polski

Lobuche 4920 m. npm

Ten tekst powstał na moim blogu Khumbu-Himal-2009 i został stamtąd skopiowany z zachowaniem daty wpisu.

Doszliśmy z Thukli bez problemów. Lobuche wygląda trochę jak plac budowy. Poprawiana jest obecna infrastruktura (kilka lodge’y), natomiast nie powstają nowe. Poszedłem trochę się poaklimatyzować. Niedaleko od Lobuche, trochę w bok od szlaku stoi włoska stacja badawcza w dachem

Nareszcie Thukla

Ten tekst powstał na moim blogu Khumbu-Himal-2009 i został stamtąd skopiowany z zachowaniem daty wpisu.

Rano wyszliśmy z Pheriche, aby po niecałych 2 godzinach dotrzeć do Thukli. Pogoda – jak to ostatnio – wspaniała. Na dodatek żadnych niepokojących objawów. A więc jutro Lobuche.

Kolejny dzień w Pheriche

Ten tekst powstał na moim blogu Khumbu-Himal-2009 i został stamtąd skopiowany z zachowaniem daty wpisu.

Zdecydowałem się poczekać jeszcze jeden dzień w Pheriche. Poszedłem na wykład dotyczący choroby wysokościowej prowadzony przez HRA. Wprawdzie byłem na czymś takim 10 lat temu w Manangu, ale pomyślałem, że warto zobaczyć, czy coś się zmieniło.

Okazuje się, że