|
|
Piotr Celiński,  2 listopada 2009 Tegoroczny wyjazd do Nepalu przebiegł zupełnie inaczej niż był planowany. Jeszcze nigdy wysokość nie była takim problemem, jak na tym trekkingu. Plany poczynione przed wyjazdem zostały całkowicie zmienione. Nigdy przedtem wysokość nie była takim problemem jak teraz.
Piotr Celiński,  31 października 2009 Ten tekst powstał na moim blogu Khumbu-Himal-2009 i został stamtąd skopiowany z zachowaniem daty wpisu.
Wykupiliśmy sobie usługę pt. dwudniowy rafting. W sumie było fajnie, tylko dwa razy płynęliśmy ten sam odcinek rzeki. Nie, nie, nie w górę, nie pod prąd. Normalnie, z prądem w dół rzeki. Tylko podobno woda gdzieś tam wyżej była zbyt
Piotr Celiński,  29 października 2009 Rano odwiedzamy naszą agencję trekkingową, krótko podsumowujemy trekking i decydujemy się jechać jutro na 2 dni na rafting. Potem jeszcze zostaje trochę czasu, aby zwiedzić Patan. Jutro startujemy o 6:30.
Piotr Celiński,  28 października 2009 Samolot do Kathmandu mieliśmy zaplanowany na 11:30. Przyszliśmy na lotnisko i czekamy. Przed nami przyleciało i odleciało już kilka samolotów. Niestety żaden z nich nie był dla nas. Po ponad godzinie oczekiwania udaje nam się odprawić bagaż i przejść do pokoju odlotów. Jest tu bardzo zimno, a nadal nie wiadomo co z lotem. Wychodzimy więc na płytę lotniska pogrzać się na słońcu. Odprawiono pasażerów na dwa loty do Kathmandu, wszyscy czekamy.
Piotr Celiński,  27 października 2009 Droga z Phakding do Lukli minęła szybko. W odróżnieniu od drogi w drugą stronę, tym razem pogoda była piękna. Do Lukli dotarliśmy ok 11:30.
Piotr Celiński,  26 października 2009 Okazało się, że droga była całkiem męcząca. Najbardziej odczuwalny był ten ponad kilometr w dół. Zatrzymałem się w Namche na cappucino. Po południu dotarliśmy do Phadking. Powietrze jest tak gęste, że można prawie pływać ;).
Piotr Celiński,  25 października 2009 No i znowu jestem koło Everest View Hotel. Przyjemny lodge, do którego dotarliśmy ok 13. Potem lunch i spacer do tutejszej gompy. Mają tu skalp yeti. Istotnie, w szklanej skrzyneczce jest coś włochatego. Czy to prawdziwy skalp yeti, czy jakaś fałszywka ” nie wiadomo. Ale tę gompę i tak warto odwiedzić.
Piotr Celiński,  24 października 2009 Dobrze się spało w Pheriche. Rano, przed wyjściem w drogę zajrzałem jeszcze do dr Rachel z HRA. Prosiła, żeby się pokazać po powrocie i powiedzieć, jak poszło. Krótkie, ale bardzo miłe spotkanie.
Piotr Celiński,  23 października 2009 Około 6 rano ruszamy z Lobuche. Po 2 godzinach docieramy do Gorak Shep (5180 m. npm) i chwilę odpoczywamy. Stąd rozpoczyna się podejście na Kala Pattar. Początkowo idzie łatwo, ale po jakichś 200 m do góry robi się coraz ciężej. W sumie niewielka zmiana wysokości powoduje, ze idzie się bardzo ciężko, a im wyżej tym gorzej. Na dodatek nie wiadomo co mieć na sobie. Słońce wprost pali, i kiedy nie wieje wiatr, człowiek ma ochotę zdjąć wszystko z siebie. Kiedy zaś zawieje, nie sposób się założyć kurtki chroniącej od wiatru i ciepłego polara, tak silny i zimny jest ten wiatr.
Piotr Celiński,  22 października 2009 Ten tekst powstał na moim blogu Khumbu-Himal-2009 i został stamtąd skopiowany z zachowaniem daty wpisu.
Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek tak źle reagował na wysokość. Noc praktycznie bezsenna i zero sił rano. Nie ma sensu iść wyżej. Czas powoli się kończy, a ja ciągle jestem daleko od celu.
Miałem możliwość przyjrzeć się, jak znany polski
|