Kategorie wpisów

StatPress

Odwiedzin dzisiaj: 3
Gości online: 0
Wszystkich odwiedzin
od 4 czerwca 2010:
5334

Kilopää - Ivalo - Helsinki - Warszawa

Fińska Laponia z powietrza Porannym autobusem jedziemy do Ivalo. Mijamy Saariselkä, gdzie tydzień temu zaczynaliśmy nasz trekking. Na lotnisku odprawiamy się, dowiadujemy, że lot opóźni się o ponad godzinę z powodu wymiany samolotu. Już wiemy, że stracimy poranne połączenie do Warszawy i dolecimy dopiero późnym wieczorem. Na pocieszenie Finnair daje talon na balon, czyli voucher na śniadanko za 8 EUR. W Helsinkach mamy odebrać podobny na obiad.

Sobór Uspieński Po starcie możemy jeszcze przez jakiś czas podziwiać z góry Laponię. Do Helsinek docieramy po godzinie i 20 minutach. Tam zgłaszamy się po kolejny talon na balon, tym razem za 17 EUR i jedziemy do miasta.

W Helsinkach oglądamy sobór uspieński, katedrę i włóczymy się po mieście. Wracamy na lotnisko, realizujemy voucher i wydajemy ostatnie drobne Euro w sklepach. Późnym wieczorem lądujemy w Warszawie.

Helsinki Wycieczka narciarska w parku im. Urho Kekkonnena to ciekawa narciarska przygoda. Pomimo tego, że góry są niskie, teren jako taki nie jest łatwy. Warto poruszać się przetartymi szlakami, połączenie głębokiego śniegu, lasu, licznych podejść i zejść, które choć niewysokie bywają bardzo strome tworzy w sumie dość wymagające warunki. Należy być na to przygotowanym. Zeszłoroczna wycieczka w Szwecji, w parku narodowym Abisko była pod tym względem łatwiejsza.

Widoki można podziwiać tylko powyżej górnej  granicy lasu. Nie są też one tak spektakularne jak w Abisko.

Największą nieobecną wyjazdu była zorza polarna. Ponad połowa nocy dawała dobre warunki do jej obserwacji, ale niestety zorzy nie było. Akurat teraz Słońce jest bardzo mało aktywne, niestety.

Poniżej przebieg naszej trasy i profil wysokości.

Profil wysokości
Nasza trasa

Pokaz slajdów PicLens Lite PicLens

Suomunruoktu - Kilopää

Trekking na nartach To już ostatni dzień na nartach. Pogoda nieco się zmieniła – poranek jest pochmurny. Wychodzimy z chatki i ruszamy w górę doliny. Szlak jest przetarty, idzie się bardzo dobrze. Natrafiamy na niewielką chatkę z drewutnią, gdzie robimy sobie krótki odpoczynek.

Trekking na nartach Z tego miejsca wiodą przetarte ślady skuterowe i narciarskie w różne strony. Wybieramy jeden z nich. Okazuje się wkrótce, że nie jest to najkrótsza droga na przełęcz, którą mamy pokonać. Jednak to nie stanowi większego problemu, widoczność jest dobra, zaś ślad wprowadza nas na jedną z okolicznych gór, skąd możemy jeszcve popatrzeć na miejsce, które już opuszczamy.

Z góry wygodnie zjeżdżamy do miejsca, gdzie powinniśmy wyjść po przejściu przełęczy.Tu już jest przygotowana trasa narciarska. Do Kilopää zostało kilka kilometrów. Pogoda już zdążyła się poprawić i znowu jest słonecznie.

Szybko docieramy do Kilopää, gdzie mamy zarezerwowane miejsca w dormitorium. Nie jest to chyba najlepszy wybór, jeżeli chodzi o komfort spania, ale nie zmieniamy miejsca. Z przyjemnością zjadamy pierwszy od kilku dni nie liofilizowany obiad i korzystamy z sauny. Jutro o 7:20 mamy autobus do Ivalo.

Niefiltrowana statystyka z GPS:

  • odległość: 16.6 km
  • prędkość max.: 13.7 km/h
  • czas poruszania się: 3 h 43 min
  • czas postoju: 57 min
  • średnia prędkość ruchu: 4.4 km/h
  • średnia prędkość z uwzględnieniem postojów: 3.5 km/h
  • suma podejść: 588 m
  • wysokość max.: 515 m npm.

Tuiskukuru - Suomunruoktu

Trekking na nartach Dziś wstajemy normalnie – o 6 rano. Pogoda nadal wspaniała, a trasa łatwa i widokowa, pomimo tego, że przebiega dosyć nisko i nie wchodzi na góry. Na gałązkach rzadko rosnących drzew utworzyła się szadź w formie bardzo dużych igiełek i płytek lodowych. Skrzy się to wszystko w słońcu i wygląda wspaniale. Poruszamy się przetartym szlakiem – tu już ruch turystyczny jest nieco większy.

Trekking na nartach Do celu docieramy wczesnym popołudniem. Koło chatki kręcą się śliczne, rudobrązowe ptaszki, których jeszcze nie zidentyfikowałem. Po krótkim odpoczynku idziemy na wycieczkę, a w planie jest leżące gdzieś tu w pobliżu muzeum.

Podobnie jak w Tuiskukuru, wodę możemy wziąć ze strumienia, a nie topić śnieg. Trzeba jednak posłużyć się przebijakiem, aby wykuć przerębel.

Muzeum to stary, pochodzący z 1935 r. domek znajdujący się kilkaset metrów od chatki. W środku nie ma nic, zaś przewieszony sznurek i dwa niebieskie, plastikowe spinacze do bielizny na nim wiszące wyglądają na zdecydowanie nowsze. Być może jest to jakaś instalacja artystyczna, ale nie znajdujemy na jej temat żadnej informacji.

Pozyskiwanie wody Opuszczamy muzeum i idziemy trochę jeszcze przejść się pod górę. Okolica jest ładna a dnia jeszcze trochę zostało. Idzie się łatwo, ponieważ trzymamy się śladu skutera. W powrotnej drodze mamy długi i przyjemy zjazd w dół.

Niezidentyfikowany Tej nocy śpimy w chatce sami, żadni inni turyści nie docierają.

Niefiltrowana statystyka z GPS – trasa:

  • odległość: 14.7 km
  • prędkość max.: 18.5 km/h
  • czas poruszania się: 3 h 22 min
  • czas postoju: 1 h 30 min
  • średnia prędkość ruchu: 4.4 km/h
  • średnia prędkość z uwzględnieniem postojów: 3.0 km/h
  • suma podejść: 493 m
  • wysokość max.: 389 m npm.

Niefiltrowana statystyka z GPS – wycieczka do muzeum:

  • odległość: 4.5 km
  • prędkość max.: 14.4 km/h
  • czas poruszania się: 50 min
  • czas postoju: 22 min
  • średnia prędkość ruchu: 4.8 km/h
  • średnia prędkość z uwzględnieniem postojów: 3.4 km/h
  • suma podejść: 135 m
  • wysokość max.: 236 m npm.

Dzień w Tuiskukuru

Chatka Tuiskukuru Dzisiejszy noc ponownie spędzimy w Tuiskukuru. Rano Finowie wychodzą, a my wybieramy się na wycieczkę na lekko. Pogoda wspaniała. Nocą temperatura spadła do -26 stopni, rano mamy piękne słońce i niewielki (ok -10 stopni) mrozek. Ruszamy na nartach na okoliczne górki, z których najwyższa ma ok 540 m. npm. Wycieczka jest bardzo przyjemna, z góry, przy doskonałej widoczności widać delikatnie pagórkowaty teren parku im. Urho Kekkonnena. Tam, gdzie teren jest już odsłonięty wieje wyraźnie odczuwalny wiatr.

Wieczorem, ok 22 do chatki dociera dwóch Finów. Wyglądają na bardzo zmęczonych i zaraz idą spać.

Niefiltrowana statystyka z GPS:

  • odległość: 10.4 km
  • prędkość max.: 12.8 km/h
  • czas poruszania się: 2 h 50 min
  • czas postoju: 58 min
  • średnia prędkość ruchu: 3.7 km/h
  • średnia prędkość z uwzględnieniem postojów: 2.7 km/h
  • suma podejść: 507 m
  • wysokość max.: 556 m npm.

Lanköjärvi – Tuiskukuru

Pogoda robi się zła. Temperatura rośnie do ok. zera stopni. Wszystko zaczyna się topić. Dzień dla mnie rozpoczyna się fatalnie. Śnieg klei się do fok, tak, że nie da się iść. Po zdjęciu fok śnieg klei się do nart. Jakiś czas wytrzymuję co chwila zdzierając śnieg ze ślizgów, ale długo się tak nie da. Oczywiście już dawno jestem z tyłu, pozostali muszą na mnie czekać. Mam podstawowy zestaw smarów, a więc postanawiam użyć tego żółtego – na ten zakres temperatur. No i dopiero się zaczyna. Śnieg klei się już tylko do … smaru. I to jak.

Na razie daje się iść bez nart, więc ruszam pieszo. Ale długo się tak nie da. Po kilkuset metrach zaczynam się zapadać. Muszę założyć narty. Przyklejam foki i okazuje się, że smar bardzo dobrze je trzyma ;). Niestety nadal droga jest mordęga, bo po kilkudziesięciu metrach mam pod nartami po kilka kilo śniegu przyklejonego do fok.

Człapię na końcu i mam dosyć. W końcu trafiamy na wyraźny ślad pulek wiodący wzdłuż przepięknego wąwozu, górą jego południowego zbocza. Jednak jestem już tak wściekły i zmęczony, że nie chce mi się robić zdjęć. Podążamy wzdłuż śladu przez jakiś czas. Ślad dociera do głębokiego, bocznego wąwozu, gdzie robi elegancką pętlę. Jeszcze próbujemy pójść pod górę w bok, bez śladu, ale to nie ma sensu, śnieg jest głęboki, a zbocze dosyć strome.

W zasadzie to wszystko jest ok, w najgorszym wypadku przenocujemy w jamce śnieżnej, rozpalimy ognisko i damy radę. Dopóki jest jeszcze jasno, postanawiamy iść w stronę chatki. Cofamy się do ostatnich śladów wiodących do góry.

Temperatura na szczęście spada i śnieg przestaje kleić się do fok. Co za ulga. Wychodzimy ponad granicę lasu, gdzie jest warstwa twardej, nie łamiącej się pod nartami szreni. Ze szczytu pokonywanej przez nas góry mamy okazję widzieć zachodzące słońce.

Do chatki już niedaleko, po zejściu z góry, już w lesie odnajdujemy ślad skutera, który doprowadza nas do miejsca noclegu. Jest 21:30, słońce już zaszło. W chatce jest 7 osób, a najstarszy z nich jest człowiekiem ciekawym przybyszów i kontaktowym, w czym pewnie pomaga mu niewielka buteleczka rumu. Pomimo dużego zagęszczenia nocleg jest przyjemy, Finowie na szczęście nie rozpalili kozy.

Niefiltrowana statystyka z GPS:

  • odległość: 23.7 km
  • prędkość max.: 14.3 km/h
  • czas poruszania się: 6 h 38 min
  • czas postoju: 4 h 34 min
  • średnia prędkość ruchu: 3.6 km/h
  • średnia prędkość z uwzględnieniem postojów: 2.1 km/h
  • suma podejść: 1157 m
  • wysokość max.: 456 m npm.

Kivipää - Lanköjärvi

Chatka Kivipää Rano nasz współlokator wstaje przed nami. Jest to pan w dosyć zaawansowanym już wieku. Komunikację utrzymuje na bardzo podstawowym poziomie. Poza „dzień dobry” dialog rozwija się dopiero wtedy, gdy pyta nas, czy przez przypadek nie spakowaliśmy gdzieś jego butelki na picie.

Trekking na nartach Po śniadaniu wyruszamy. Świeci słońce, pogoda jest piękna. Trasa na razie dosyć łatwa, korzystamy ze śladów innych turystów i skuterów. Odpoczywamy w napotkanej otwartej chatce i już po południu docieramy do przystanku w chatce Porttikoski.

Tu już jest pięcioro osób, a my, zachęceni łatwością dotychczasowej trasy postanawiamy przejść jeszcze kilka kilometrów do następnej chatki. Przecież też będzie łatwo, pójdziemy zamarzniętą rzeką, albo śladem skutera…

Istotnie, idzie sprawnie, zamarznięta rzeka, ślady nart, skuterów, zaraz pewnie dotrzemy na obiad. Porzucamy ślad skutera na rzecz narciarskiego, idącego bliżej rzeki.

Trekking na nartach Przeszliśmy może kilkanaście procent pozostałej trasy i ślad nart poszedł sobie w las zupełnie w inną stronę. A rzeka na tym odcinku miejscami była już wolna od lodu. Od jakichkolwiek śladów też.

Trekking na nartach Trzymając się raz lewego raz prawego brzegu brniemy w miękkim śniegu. Pierwszemu narty zapadają się nawet na 20 – 30 cm. Rozgrzewające zajęcie. Perspektywa szybkiego obiadu oddala się.

Udaje się odkryć częściowo przysypany ślad nart i pulek przy zachodnim brzegu rzeki. Lepsze to niż nic, ale i tak jest dość ciężko. Na tym odcinku środkiem płynie solidny nurt, a przy przeciwległym brzegu widać lód, który pozostał. Idziemy pewnie po czymś takim samym.

Ślad oddala się od rzeki i skręca w las, gdzie jak na złość dużo jest naprawdę niewielkich, góra kilkumetrowych przewyższeń. No i na każde takie trzeba wleźć. Chatka Lankojärvi Docieramy w końcu znowu do rzeki (ścinaliśmy jej zakręt) i już po płaskim, w miękkim śniegu docieramy do chatki Lanköjärvi.

Lanköjärvi to domek dwuczęściowy – jedna połówka jest otwarta, za drugą trzeba zapłacić przed wyjściem w teren. Dostaje się wtedy klucz pasujący do wszystkich zamkniętych chatek. Za 9 EUR.

W chatce jest już dwójka Czechów oraz para z Finlandii. Finowe stwierdzają, że postawią sobie namiot, bo nie chcą nam przeszkadzać chrapaniem. Miło z ich strony.

Niefiltrowana statystyka z GPS:

  • odległość: 24.9 km
  • prędkość max.: 15.6 km/h
  • czas poruszania się: 6 h 21 min
  • czas postoju: 2 h 58 min
  • średnia prędkość ruchu: 3.9 km/h
  • średnia prędkość z uwzględnieniem postojów: 2.7 km/h
  • suma podejść: 765 m
  • wysokość max.: 297 m npm.

Saariselkä - Kivipää

Trekking na nartach To pierwszy dzień z bagażem. Pogoda niestety nie jest już taka jak wczoraj. Jest pochmurno i szaro. Po kilkuset metrach jazdy po trasie biegowej schodzimy na ślad skutera śnieżnego, który doprowadza nas do wejścia do parku narodowego. Trochę musimy poczochrać się po lesie, warto przykleić foki, bo na samej łusce ciężko. Wychodzimy powyżej granicy lasu, aby skusić się niebawem na miło wyglądający wąwozik.

Trekking na nartach Na początku szło całkiem dobrze i miło, ale wkrótce okazało się, że wąwóz nie jest tą najlepszą opcją. Trzeba się było wygramolić z niego przez głęboki śnieg i poszukać innej drogi. Znajdujemy stary ślad narciarski i niedługo udaje się dotrzeć do dziennej chatki, gdzie odpoczywamy.

Pozostała jeszcze druga część drogi do dzisiejszego celu. Wdrapujemy się przez las na górę, aby znowu mieć otwartą przestrzeń. Powyżej granicy lasu śnieg ubity wiatrem utworzył warstwę szreni, która na szczęście jest na tyle mocna, że na ogół nie łamie się pod nartami.

Poruszamy się na azymut w kierunku miejsca naszego noclegu. Podczas zejścia z góry, w pobliżu granicy lasu trafiamy na ślad skutera. Decydujemy się podążać wzdłuż niego, ponieważ zakładamy, że najprawdopodobniej prowadzi do chatki. Dzięki temu już w lesie nie musimy kopać się w śniegu, tylko wygodnie zjeżdżamy. Ślad istotnie doprowadza nas do chatki Kivipää.

Trekking na nartach W chatce już śpi jeden człowiek, ale nasze przybycie nawet nie wychyla głowy ze śpiwora. Przygotowujemy kolację i idziemy spać. To znaczy ci, co wylosowali miejsce na dolnej półce do spania mogą spać. Na górnej się nie da – jest zbyt gorąco i sucho. Chatka jest ogrzewana kozą, różnica temperatury pomiędzy dolną a górną półką do spania (każda na ok. 6 osób) to kilkanaście stopni. Pozostaje podłoga, jako że lokator, który przybył przed nami rozłożył się i swoje rzeczy dosyć szeroko.

A na podłodze było chłodno i miło, temperatura w ciągu nocy nie zmieniła się tak, jak na górnej półce.

Niefiltrowana statystyka z GPS:

  • odległość: 19.3 km
  • prędkość max.: 19.7 km/h
  • czas poruszania się: 5 h 55 min
  • czas postoju: 3 h 49 min
  • średnia prędkość ruchu: 3.3 km/h
  • średnia prędkość z uwzględnieniem postojów: 2.0 km/h
  • suma podejść: 1628 m (coś tu się chyba garmin przestrzelił)
  • wysokość max.: 467 m npm.

Okolice Saariselkä

Ludzie na trasach biegowych Plan na dziś to wycieczka na lekko, ze startem i metą w Saariselkä. Piękna, słoneczna pogoda, doskonale przygotowane trasy biegowe. I dużo ludzi w każdym wieku korzystających z przyjemności biegania na nartach. Z naszym nieco cięższym sprzętem nie bardzo tu pasujemy, ale na szczęście nie cały dzień spędzimy na trasach biegowych.

Trekking na nartach Po kilku kilometrach schodzimy z oznakowanego szlaku i poruszamy się w terenie. Mamy okazję spotkac dwa renifery i wejść na pierwszą z górek.  Te może nie są tu zbyt imponujące, ale zapewniają już otwartą przestrzeń z widokami. Zjeżdżając mieliśmy okazję zakosztować trochę nieubitego wiatrem, miękkiego śniegu. Wracaliśmy do miasta trasą biegową

Według GPS statystyka dnia wygląda nastepująco (bez filtrowania danych pomiarowych):

  • odległość: 20.7 km
  • prędkość max.: 20.4 km/h
  • czas poruszania się: 4 h 10 min
  • czas postoju: 1 h 21 min
  • średnia prędkość ruchu: 4.9 km/h
  • średnia prędkość z uwzględnieniem postojów: 3.6 km/h
  • suma podejść: 831 m
  • wysokość max.: 464 m npm.

Warszawa - Saariselkä

Domy w Saariselkä Wylatujemy z Warszawy liniami Finnair do Ivalo. Jest nas pięcioro: Ela, Piotr, Marcin, Sergiusz i Piotr. Nasz zamiar to kilkudniowa wycieczka narciarska w fińskiej Laponii, w parku narodowym im. Urho Kekkonnena. Nocować zamierzamy w chatkach samoobsługowych na terenie parku.

Wyposażenie śniegowe:

  • narty backcountry (takie śladówki z łuską i krawędziami, wiązania z luźną piętą),
  • foki,
  • kijki,
  • buty,
  • sanki plastikowe (zamiast prawdziwych pulek, na miękkim holu, do transportu plecaka)

Ponadto standardowe wyposażenie turystyczno – trekkingowe.

Domy w Saariselkä Po przesiadce w Helsinkach dojeżdżamy autobusem do Saariselkä, gdzie mamy zarezerwowany hotel. Jeszcze tylko mały rekonesans po miasteczku połączony z kolacją w restauracji Teerenpesä, gdzie ponoć podają potrawy lokalne. Istotnie, można zjeść renifera na kilka sposobów, smaczny jest łosoś. I tylko jedno danie bez mięsa.

Jutro pierwszy dzień na nartach.

Koszta:

  • przelot Warszawa – Ivalo – Warszawa: ok. 1500 zł
  • dwa noclegi w Saariselkä (zarezerwowane i opłacone przez hotele.pl): ok. 440 zł
  • autobus Ivalo – Saariselka: 8,50 EUR