Warto przeczytać

Nie było możliwe pobranie danych na temat książki.

Kategorie wpisów

Erta Ale – Afdera – Logia – Addis Abeba

20101111_121847_1

Ruszamy na południe. Ponownie pokonujemy pola lawowe i pustynny piach. Udaje nam się nawet stracić kontakt z jednym samochodem w tumanach kurzu. Zaliczamy też zakopanie się w piachu naszym Land Cruiser’em. Na szczęście wyciągnięcie go drugą maszyną potrwało tylko paręnaście minut. Mijamy kolejne pola lawowe i stożki wulkaniczne.

Wulkan Erta Ale

Szpara do piekła

Około 21, już po ciemku, ruszamy w drogę. Przed nami 9.5 km. i 400 m. do góry. Zabieramy coś do picia i spania. Tę noc spędzimy w kraterze czynnego wulkanu.

Hamedela – Kursawad – Erta Ale

W drodze

Opuszczamy Hamedela zaraz po świcie. Czeka nas ponad 100 km. jazdy po pustyni. Trudnej jazdy.

Dallol

Wschód w Hamdedela

Wstajemy przed wschodem słońca. Chodzi o to, aby jak najwięcej obejrzeć przed południem, kiedy jeszcze nie będzie tak gorąco. W końcu jesteśmy w jednym z najgorętszych miejsc na Ziemi. To, że dziś będzie szczególny dzień widać tez po tym, że Mikias angażuje dodatkowo 4 żołnierzy z jakiejś pobliskiej bazy wojskowej. Każdy z kałachem, a do tego nasz scout. Pierwszy punkt to wulkan Dallol.

Mekele – Hamedela

20101108_123106_1

Śpimy prawie do 7 rano. W cenę hotelu mamy wliczone śniadanie, całkiem przyzwoite. To jeszcze bardziej przekonuje mnie, że Hatsey Yohannes w Mekele to najlepszy i najtańszy hotel, w którym spaliśmy. Jest już cała nasza grupa, dołączył też trzeci Land Cruiser. Kierowcy pakują nasze bagaże na samochody.

Lalibela – Mekele

O 5:30 rano jesteśmy gotowi do drogi. Busik już na nas czeka. Ruszamy spod hotelu. Pierwszy postój zaliczamy dość nieoczekiwanie przy dworcu autobusowym, a raczej miejscu, skąd autobusy odjeżdżają. Policjant zatrzymuje nasz samochód.

Lalibela

Uzdrawianie krzyżem.

Nauczeni wczorajszym doświadczeniem na śniadanie przyrządzamy sobie kaszkę, która miała stanowić awaryjne śniadanie w górach. Zgodnie z ustaleniami, o 8:30 czeka na nas nasz przewodnik. Ruszamy do pierwszej grupy kościołów.

Gonder – Lalibela

20101105_064151_1

Dziś pojedziemy do Lalibeli, ale dzień zaczynamy od oglądania zabytków Gonderu. Już wcześniej wybraliśmy dwa zabytki ” zespół pałacowy króla Fasilidesa i kościół Debre Berhan Selassie. O 6 rano jesteśmy umówieni z Emanuelem ” naszym przewodnikiem po Gonderze a jednocześnie właścicielem firmy turystycznej, z której usług korzystamy. Nasz busik zabiera nas z hotelu i przywozi pod wejście do zespołu pałacowego. Okazuje się, że choć zwiedzać można od 8 rano, to dla miejscowego przewodnika nie ma rzeczy niemożliwych. Płacimy tyle co za bilety i wchodzimy na teren zabytku. Takie zwiedzanie ma tę zaletę, że nie ma innych turystów. No i strażnik też jest zadowolony, bo zainkasował to, co poszłoby na bilety. A sam Emanuel ” jak okazuje się znajomy Mikiasa, organizuje nasz transport. Wszyscy są zadowoleni.

Etiopska ceremonia kawowa

20101104_115502_1

Mikias spisał się znakomicie. Zamówiony transport przybywa o godzinie 10.Nasz busik to Toyota Hiace. Kierowca bardzo dobrze mówi po angielsku. Razem z nami wracają Jaju i Workie. No i oczywiście Salomon. Już kilka dni temu zaprosił nas do swojego domu na ceremonię parzenia i picia kawy.

Ostatni dzień w Górach Siemen

Pawiany dżelada

Trekking udał się bardzo dobrze. Plan przewidywał jeden rezerwowy dzień w razie jakichś problemów. Transport zamówiony jest na jutro. Dziś odpoczywamy w Chennek. Rano idziemy poszukać koziorożców. Widzimy dwa samce, ale w takiej odległości, że na zdjęciu byłyby niemalże niedostrzegalną plamką. Pasą się na niemalże pionowym urwisku. Zręcznie i z gracją poruszają się po pionowych ścianach skubiąc sobie to, co tam rośnie.