Bariloche


Ten tekst powstał na moim blogu Andy Patagonia 2008 i został stamtąd skopiowany z zachowaniem daty wpisu.

Pojawiły się pewne opóźnienia we wpisach. Ale tak czasem jest. Wkrótce będzie dłuższa przerwa, bo pójdziemy na trekking. A na razie ostatnie dni.

27 listopada wyjechalismy z Puerto Madryn do Bariloche w Andach. Tym razem pojechaliśmy autobusem nocnym sypialnym. Sypialnym, ponieważ siedzenia rozkładają się tak, jak w samolotach w biznes klasie na długich lotach. Można się normalnie położyć i spać. A że na całej szerokości autobusu są 3 a nie 4 miejsca, więc każdy ma dosyć przestrzeni.

Dojeżdżamy 28 około południa. Bariloche to miasto typu Zakopane. Komercyjne, nastawione na przyjeżdzających latem i zimą. Ale mimo wszystko dosyć przyjemne, choć drogie. W zasadzie jesteśmy jeszcze przed sezonem, stąd sensowna cena za przyjemny hotelik – 40 peso. Dzień schodzi nam na zakupy map, wypożyczenie samochodu i rozejrzenie się po mieście.

Okolica przypomina Norwegię albo Szwajcarię. Góry wystające z wąskich i długich jezior przypominają scenerię fiordów.

Patagonia słynie również z czekolady (jak Szwajcaria). W Bariloche odwiedziliśmy sklep, któy jest połączony z wytwórnią w taki sposób, że klienci mogą widzieć końcowy etap produkcji czekoladek.


Prześlij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This blog is kept spam free by WP-SpamFree.